niedziela, 9 lutego 2014

Hej kociaki, dziś zamierzam dodać nowy rozdział, ale najpierw musze troche ogarnąc matme i jeszcze napisać rozdział. Nie chce Was martwić ale rozdziały nie będą się pojawiały częściej niż raz lub dwa w tygodniu

piątek, 1 listopada 2013

Wybaczcie mi, że rozdziały się tak długo nie pojawiały i długo się nie pojawią dlatego iż w moim życiu dużo się dzieje i nie mam czasu na takie drobnostki. #ImSoSorry Nie będę Was dłużej zanudzać, ale obiecuje ze bede kontunuowala ten blog

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 11

Założyłam to, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Do ręki wzięłam telefon i klucze. Wyszłam z domu, za kluczowałam drzwi i poszłam w stronę domu Justina. Pewna siebie podążałam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem. Po minucie drzwi otworzyła mi kobieta. w mojej głowie rodziły się setki nowych myśli.
 -----------------------------------------------------------------------------------------------

JUSTIN 
Wychodziłem z łazienki gdy usłyszałem, że ktoś dzwoni do drzwi. Nikt nie przychodził mi do głowy. Zszedłem na dół. Drzwi otworzyła moja najwspanialsza, najukochańsza i najpiękniejsza mama. W progu ujrzałem Selenę ze łzami w oczach, która nic nie powiedziała tylko z płaczem wybiegła.
- No co? - spytałem się mamy
-Przecież ja nic nie powie...- nie dokończyła, bo opuściłem dom w pogoni za szatynką. Gdy ją dogoniłem
zacząłem się śmiać jak jakiś debil.
- Co się tak cieszysz?- nic nie mogłem z siebie wydusić prócz śmiechu.
- Kim była ta kobieta? Zdradzasz mnie? Jesteśmy od niedawna parą a ty już masz inna? - zadawała mi te kretyńskie pytania.
- Sel, kochanie... - nie dokończyłem i ponownie wybuchłem śmiechem.
-Nie mów tak do mnie !!! - wydała surowy rozkaz
- Dobrze, ale musisz wiedzieć, że jesteś zazdrosna o moją ... - zrobiłem chwile przerwy i znów zacząłem się śmiać.
- No o kogo? - zapytała zmieszana dziewczyna
- O moją mamę, mój kochany buraczku - nie mogłem powstrzymać śmiechu.
- Nie jestem buraczkiem - odpowiedziała z grymasem.
- Tak? Chcesz lusterko? - nic nie odpowiedziała tylko wtuliła się we mnie i zaczęła mnie przepraszać, za tę szopkę.


SELENA

O ja głupia. Jak mogłam się nie kapnąć, że to jego mama? W prawdzie nigdy jej nie widziałam i wygląda naprawdę wspaniale jak na swój wiek.Czułam się jak idiotka. 
- Kochanie, chodź zapoznasz się z moją "kochanką"- znów zaczął się śmiać tak idiotycznie, że sama wybuchnęłam śmiechem, choć było mi strasznie wstyd.
- Co? Oszalałeś? Co ona sobie teraz o mnie myśli? Wyszłam na mega idiotkę- wyznałam
- Tak, masz rację-walnęłam go w ramię - hej, daj dokończyć!!! - rozzłościł się pan Bieber
- Dobrze, przepraszam.
- Wyszłaś na idiotkę - pohamowałam się, bo znów chciałam go uderzyć- ale moją idiotkę.
- Oooo... Bieber ty kretynie - wygodnie się w niego wtuliłam na co on się uśmiechnął. Wysłał swojej mamie esa, że idzie do mnie i że wpadniemy na obiad więc niech coś przygotuje.Trzymając się za ręce podążaliśmy w kierunku mojego domu.
- Myślałam, że mieszkasz sam- przerwałam ciszę.
- Bo mieszkam, ale wiesz mama jak każda mama, martwi się więc wpada od czasu  do czasu i sprawdza co u mnie.
Nic nie odpowiedziałam. Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy.
- Kicia, powiedziałem coś nie tak?
- Nie, tylko właśnie sobie uświadomiłam, że już nie mam mamy i nigdy nie będę jej miała.
-Mogę ci pożyczyć moją. - równocześnie się uśmiechnęliśmy.
- Dziękuję - wyszeptałam
- Za co? - spytał
-Za to że jesteś ze mną.
- Kotek, nie ma sprawy, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję... znowu.
W taki oto sposób dotarliśmy pod drzwi mojego domu. Otworzyłam drzwi i weszliśmy. Poszliśmy na górę. Musiałam się przebrać, bo przecież idziemy na obiad z mamą Jusa.
- Juuuuustin....
- Hmm... tak?
- Może sobie odpuścimy ten obiad? Nie mam się w co ubrać.
- Żartujesz? Twoja szafa jest ogromna, musisz coś znaleźć.
- To mi pomóż- dałam mu na zachętę buziaka w policzek.
- Mmmm... To już nie mogę się doczekać nagrody- zabawnie poruszał brwiami.
- Głupek - rzuciłam w niego moją koszulką, niestety chłopak ma dobry refleks i złapał kawałek szmatki  i rzucił się na mnie z całym zestawem pocałunków.
- Debilu puść mnie!!! - wykrzyczałam najgłośniej jak potrafiłam. Justin nic sobie z tego nie robił.
- Ludzie!!! Pomocy!! On chce mnie zgwałcić!!! - darłam się z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy.Justin się ocknął
- Co?
- Dzięki już mogę się ubrać.
- O nie - popatrzył na mnie groźnie- teraz to mam  ochotę cię zgwałcić.
Zaczęłam się go bać.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Jeśli macie jakieś pomysły to napiszcie, wezmę je pod uwagę pisząc kolejne rozdziały

Rozdział 10

- Najadłaś się? - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Tak, bardzo pyszne. Koniecznie musisz podać mi przepis - powiedziałam cwaniacko.
- Nie ma mowy. Jak będziesz miała ochotę na naleśniki to ci je przygotuję, ale przepisu ode mnie nie dostaniesz.- uśmiechnął się.
- Jesteś pewien?
- Jak najbardzi... - nie dokończył bo zaczęłam pocałunek. Jego wargi były takie gorące. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, dlaczego tak postąpiłam. Chciałam odpowiedzieć na swoje pytania lecz nie znałam odpowiedzi.
- Nawet w ten sposób nie dostaniesz tego przepisu  - powiedział na co ja strzeliłam wielkiego buraka.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

JUSTIN

Widziałem, że się speszyła. Nic z tym nie zrobiłem. Ale w na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 
- W takim razie ja pozmywam- powiedziała nieco speszona dziewczyna.
- Poczekaj, został mi jeszcze jeden naleśnik do usmażenia, wtedy się wszystkim zajmę.
-Justin, doceniam twoje starania, ale to ja powinnam się wszystkim zająć.
- Kochanie, musisz mi pozwolić się odciążyć- wypowiedziałem te słowa najseksowniej jak tylko potrafiłem.
- Skoro tak to posprzątaj dom, skoś trawnik... - postanowiła to chytrze wykorzystać.
- Ej, nie przesadzasz? - zapytałem i zrobiłem minę typu WTF?
- No wiesz, że  żartuję. Dlatego ja pozmywam a ty idź do stołu i jedz naleśniki.
- Skoro mój misio nalega.- dodałem z wielkim uśmiechem na twarzy. 
Od zawsze uwielbiałem naleśniki i zawsze podglądałem jak moja mama je przygotowuje. I nigdy nie przypuszczałbym, że potrafię je zrobić. No, ale cóż ja jestem Justin. Czy ja kiedykolwiek coś zepsułem? W sumie to tak i w myślach zacząłem wymieniać. Z zamyślenia wyrwała mnie Selena chlapiąc mnie wodą, dużą ilością wody.  Doszło do tego, że moja koszulka została totalnie przemoczona. Ona wciąż stała i wpatrywała się we mnie.
- Nie żyjesz - wydusiłem i zacząłem za nią biec.
-Nie Justin, proszę Cię!!!
-Już za późno- staliśmy pod ścianą, uniemożliwiałem jej każdy ruch.
- Przepraszam puść mnie- namiętnie wbiła się w jego usta
- No takie przeprosiny to ja rozumiem.
-Przestań- wyrwała się z jego objęć i poleciała do pokoju.
Rzuciła tylko:
- Zadzwonię do siostry, zapytam co i jak?
Nie odpowiedziałem, poszedłem na dół zostawiłem jej karteczkę z napisem :" Idę do domu przebrać się, wykąpać. Wpadnij jak będziesz chciała. Kocham Cię Justin :*"

SELENA

Musiałam zadzwonić do siostry dowiedzieć się jak się czuje, kiedy pogrzeb rodziców i gdzie ta ceremonia się odbędzie, wiem, że źle postąpiłam wobec Justina zostawiając go samego. Może się obraził, z zamyśleń wyrwał mnie głos mojej siostry, która chyba po raz piąty wrzeszczała do słuchawki jedno słowo : Halo!
-Hej, sorki, zamyśliłam się!
- Spoko, nie martw się.
-Kiedy pogrzeb?
- Niedługo, za kilka dni mam samolot do Ciebie, rodzice też nim polecą, wtedy razem pójdziemy do kościoła i porozmawiamy z księdzem, ustalimy też datę w zakładzie pogrzebowym. Nie martw się już. Wszystko będzie dobrze.
- Cieszę się, że mam Ciebie i Justina
- Co? Jakiego Justina?
- Spokojnie, poznasz go jak przyjedziesz.
-Okej, kończę, bo przyszła pani z hotelu. do zobaczenia. Pa
- Pa, trzymaj się.
Rozmowa dobiegła końca, zastanawiało mnie co robi Justin. Więc poszłam na dół. W kuchni leżała kartka. O matko jak on ślicznie pisze. Nie zamierzałam przeczytać, tylko zapatrzyłam się w te pięknie napisane litery. OKEJ. Dość tego, muszę przeczytać co tam napisał. Uśmiechnęłam się i poszłam na górę w poszukiwaniu nowego stroju. 
Założyłam to, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Do ręki wzięłam telefon i klucze. Wyszłam z domu, za kluczowałam drzwi i poszłam w stronę domu Justina. Pewna siebie podążałam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem. Po minucie drzwi otworzyła mi kobieta. w mojej głowie rodziły się setki nowych myśli.


Zachęcam was do czytania tego wspaniałego bloga

sobota, 12 października 2013

Rozdział 9

SELENA

Chciałabym wierzyć, że to sen lecz nie mogę muszę być silna, lub chociaż udawać, że jestem w stanie pogodzić się z ich śmiercią, bo w końcu to musiało kiedyś nastąpić.

Gdy rano się obudziłam czułam, że na mojej twarzy widnieje rozmazany makijaż. Obok siebie zobaczyłam słodko śpiącego Justina. Wyglądał naprawdę cudownie, był taki idealny, nigdy nie spotkałam kogoś takiego. STOP!!! Niedawno umarli a właściwie zginęli moi rodzice a ja już się zakochuje? Nie, tak nie może być. Muszę przestać myśleć o Justinie. Z zamyślenia wyrwał mnie chłopak, który się poruszył. Chcąc uniknąć porannego widoku szybko smyrgnęłam do łazienki. Wzięłam z półki opakowanie chusteczek do demakijażu i dokładnymi ruchami zaczęłam zmywać to świństwo z mojej twarzy. Nigdy nie sądziłam, że na mojej twarzy znajduje się aż tyle tapety. Zużyłam aż trzy chusteczki. Wyrzuciłam je do kosza. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam do prysznic. Tego mi było trzeba. Ciepła woda pieściła moje ciało. Zaczęłam wcierać we włosy truskawkowy szampon, ciało umyłam kokosowym żelem pod prysznic mojej mamy. Z jednej strony chciałam o tym wszystkim jak najszybciej zapomnieć, a z drugie strony nie potrafiłam od tak zapomnieć o tym co się wydarzyło. Tyle wspomnień krążyło w mojej głowie. Nic dziwnego, przecież to moi rodzice. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam swoje mokre ciało niebieskim ręcznikiem, włosy wytarłam i zapatuliłam w turban.
- Kurde- wypowiedziałam, gdy przypomniało mi się, że zapomniałam o ubraniach. Trudno, wzięłam największy ręcznik i zawinęłam się w niego kryjąc większość mojego ciała, bo wiedziałam, że w moim domu ktoś jest. Poszłam do mojego pokoju. Justin nadal spał na moim łóżku, bynajmniej tak mi się wydawało. Jak najciszej podeszłam do szafy i chcąc, nie chcąc zwaliłam pudełko z butami. Huk rozniósł się po całym pokoju. Nic dziwnego, że chłopak się obudził...

JUSTIN

Słyszałem jak płacze przez sen, sam nie mogłem spać, aż nad ranem zasnąłem. Miałem dość fajny sen, z którego wyrwał mnie donośny huk. Nie wiedziałem wtedy co się dzieje. W pierwszej chwili pomyślałem o Selenie i o tym,że pewnie próbowała coś sobie zrobić. Szybko wstałem i ku mojemu zdziwieniu ujrzałem dziewczynę obok szafy, która odkładała buty do pudełka. Przyznaję te buty przykuły moją uwagę. Czemu nigdy jej w nich nie widziałem? Nie ważne. Dalej na nią spoglądałem, była w samym ręczniku.
-Przepraszam, że Cię obudziłam- wycedziła po czym zrobiła smutną minę. Podszedłem do niej. Przytuliłem ją od tyłu i wyszeptałem jej do ucha
-Nic się nie stało. Nie smuć się, proszę.
Po tych oto słowach zorientowałem się, że właśnie obejmuję dziewczynę, która stoi w samym ręczniku, ja zaś nie mam na sobie nic prócz moich jaskrawo żółtych bokserek.
- Ładnie wyglądasz w tym ręczniku.- rzekłem z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Dziewczyna się zarumieniła, wyrwała się z moich objęć i stanęła na wprost mnie. Uśmiechnęła się i ponownie obróciła się, tym razem w stronę szafy, która była wielka. Odszedłem od niej i włożyłem na siebie moje ubrania, które leżały obok łóżka Sel.
- Idę na dół. Na co księżniczka ma ochotę? - zapytałem mając na myśli co chce na śniadanie.
- Na Ciebie- powiedziała pod nosem myśląc,że nie usłyszę. Uśmiechnąłem się. I zapytałem ponownie tym razem bardziej skonkretyzowałem pytanie.
- A co mój kucharz jest w stanie przygotować?
- Jak dla ciebie to wszystko- uśmiechnąłem się zalotnie.
- W takim razie poproszę naleśniki z bitą śmietaną.
- Bitą śmietaną powiadasz? Może zechcesz ją ubić? - powiedziałem to stojąc ze 20 centymetrów od niej. Czułem jej zapach. Z dłoni trzymała bluzkę. Nie zorientowała się, że stoję za nią i szybko się obróciła w moją stronę. Nasze twarze dzieliły milimetry. Oblizałem wargi. Ona jest taka seksowna w tym niebieskim staniku i majtkach, które zdążyła założyć, gdy się ubierałem.
- W takim razie niech będą w dżemem truskawkowym  - powiedziała, patrząc mi głęboko w oczy.

SELENA

O Matko! Ona ma takie śliczne oczy, w których można utonąć i tak się stało. Oto ja Selena Gomez, która powinna martwić się pogrzebem rodziców, właśnie jest sam na sam z chłopakiem na którego ogromnie leci i z wzajemnością. Nie zaprzeczam,że czułam się strasznie niezręcznie, ale nie mogłam na to nic poradzić, do tego on jeszcze tak seksownie oblizał te swoje malinowe mega całuśne usta. Miałam ochotę uraczyć go gorącym pocałunkiem, lecz nie wiedziałam jak on na to zareaguje. Z trudem się powstrzymałam i ponownie odwróciłam się w kierunku szafy w poszukiwaniu luźnej koszulki. Znalazłam koszulkę z napisem "Mam słabość do brązowookich". Zanim wybrałam kreacje zorientowałam się, że Justina nie ma w moim pokoju. Pomyślałam,  że poszedł na dół robić mi moje śniadanie. Nie myliłam się, gdy zeszłam do kuchni, zauważyłam bruneta podrzucającego naleśniki na patelni. Robił to lepiej niż zawodowiec, choć pewnie tylko szpanował.Gdy tak o nim myślałam on wypowiedział słowa:
- Moja księżniczko, twoje śniadanie czeka na stole- kończąc to zdanie spojrzał na mnie. Nie wiedziałam dlaczego się tak podejrzanie uśmiecha. Podeszłam do stołu i zabrałam się za pyszne naleśniki. Usłyszałam jego głos, przez moje plecy przebiegły ciarki.
- Mam pytanie! - rzekł bardzo spokojnie.
- Tak?- odpowiedziałam z pełną buzią.
- Może to głupie, ale ten napis na twojej bluzce to prawda?- Cicho zachichotaliśmy
- To całkiem możliwe.- starałam się opanować niekontrolowany śmiech.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął i wrócił do smażenia naleśników.
- Dziękuję - rzekłam przytulając go od tyłu. Zauważyłam, że się tego nie spodziewał, bo cały zadrżał.
- Nie ma za co- odwrócił się i mocno mnie przytulił. Naprawdę tego potrzebowałam.
- Najadłaś się? - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Tak, bardzo pyszne. Koniecznie musisz podać mi przepis - powiedziałam cwaniacko.
- Nie ma mowy. Jak będziesz miała ochotę na naleśniki to ci je przygotuję, ale przepisu ode mnie nie dostaniesz.- uśmiechnął się.
- Jesteś pewien?
- Jak najbardzi... - nie dokończył bo zaczęłam pocałunek. Jego wargi były takie gorące. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, dlaczego tak postąpiłam. Chciałam odpowiedzieć na swoje pytania lecz nie znałam odpowiedzi.
- Nawet w ten sposób nie dostaniesz tego przepisu  - powiedział na co ja strzeliłam wielkiego buraka.