niedziela, 13 października 2013

Rozdział 11

Założyłam to, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Do ręki wzięłam telefon i klucze. Wyszłam z domu, za kluczowałam drzwi i poszłam w stronę domu Justina. Pewna siebie podążałam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem. Po minucie drzwi otworzyła mi kobieta. w mojej głowie rodziły się setki nowych myśli.
 -----------------------------------------------------------------------------------------------

JUSTIN 
Wychodziłem z łazienki gdy usłyszałem, że ktoś dzwoni do drzwi. Nikt nie przychodził mi do głowy. Zszedłem na dół. Drzwi otworzyła moja najwspanialsza, najukochańsza i najpiękniejsza mama. W progu ujrzałem Selenę ze łzami w oczach, która nic nie powiedziała tylko z płaczem wybiegła.
- No co? - spytałem się mamy
-Przecież ja nic nie powie...- nie dokończyła, bo opuściłem dom w pogoni za szatynką. Gdy ją dogoniłem
zacząłem się śmiać jak jakiś debil.
- Co się tak cieszysz?- nic nie mogłem z siebie wydusić prócz śmiechu.
- Kim była ta kobieta? Zdradzasz mnie? Jesteśmy od niedawna parą a ty już masz inna? - zadawała mi te kretyńskie pytania.
- Sel, kochanie... - nie dokończyłem i ponownie wybuchłem śmiechem.
-Nie mów tak do mnie !!! - wydała surowy rozkaz
- Dobrze, ale musisz wiedzieć, że jesteś zazdrosna o moją ... - zrobiłem chwile przerwy i znów zacząłem się śmiać.
- No o kogo? - zapytała zmieszana dziewczyna
- O moją mamę, mój kochany buraczku - nie mogłem powstrzymać śmiechu.
- Nie jestem buraczkiem - odpowiedziała z grymasem.
- Tak? Chcesz lusterko? - nic nie odpowiedziała tylko wtuliła się we mnie i zaczęła mnie przepraszać, za tę szopkę.


SELENA

O ja głupia. Jak mogłam się nie kapnąć, że to jego mama? W prawdzie nigdy jej nie widziałam i wygląda naprawdę wspaniale jak na swój wiek.Czułam się jak idiotka. 
- Kochanie, chodź zapoznasz się z moją "kochanką"- znów zaczął się śmiać tak idiotycznie, że sama wybuchnęłam śmiechem, choć było mi strasznie wstyd.
- Co? Oszalałeś? Co ona sobie teraz o mnie myśli? Wyszłam na mega idiotkę- wyznałam
- Tak, masz rację-walnęłam go w ramię - hej, daj dokończyć!!! - rozzłościł się pan Bieber
- Dobrze, przepraszam.
- Wyszłaś na idiotkę - pohamowałam się, bo znów chciałam go uderzyć- ale moją idiotkę.
- Oooo... Bieber ty kretynie - wygodnie się w niego wtuliłam na co on się uśmiechnął. Wysłał swojej mamie esa, że idzie do mnie i że wpadniemy na obiad więc niech coś przygotuje.Trzymając się za ręce podążaliśmy w kierunku mojego domu.
- Myślałam, że mieszkasz sam- przerwałam ciszę.
- Bo mieszkam, ale wiesz mama jak każda mama, martwi się więc wpada od czasu  do czasu i sprawdza co u mnie.
Nic nie odpowiedziałam. Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy.
- Kicia, powiedziałem coś nie tak?
- Nie, tylko właśnie sobie uświadomiłam, że już nie mam mamy i nigdy nie będę jej miała.
-Mogę ci pożyczyć moją. - równocześnie się uśmiechnęliśmy.
- Dziękuję - wyszeptałam
- Za co? - spytał
-Za to że jesteś ze mną.
- Kotek, nie ma sprawy, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję... znowu.
W taki oto sposób dotarliśmy pod drzwi mojego domu. Otworzyłam drzwi i weszliśmy. Poszliśmy na górę. Musiałam się przebrać, bo przecież idziemy na obiad z mamą Jusa.
- Juuuuustin....
- Hmm... tak?
- Może sobie odpuścimy ten obiad? Nie mam się w co ubrać.
- Żartujesz? Twoja szafa jest ogromna, musisz coś znaleźć.
- To mi pomóż- dałam mu na zachętę buziaka w policzek.
- Mmmm... To już nie mogę się doczekać nagrody- zabawnie poruszał brwiami.
- Głupek - rzuciłam w niego moją koszulką, niestety chłopak ma dobry refleks i złapał kawałek szmatki  i rzucił się na mnie z całym zestawem pocałunków.
- Debilu puść mnie!!! - wykrzyczałam najgłośniej jak potrafiłam. Justin nic sobie z tego nie robił.
- Ludzie!!! Pomocy!! On chce mnie zgwałcić!!! - darłam się z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy.Justin się ocknął
- Co?
- Dzięki już mogę się ubrać.
- O nie - popatrzył na mnie groźnie- teraz to mam  ochotę cię zgwałcić.
Zaczęłam się go bać.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Jeśli macie jakieś pomysły to napiszcie, wezmę je pod uwagę pisząc kolejne rozdziały

2 komentarze: