Bałem się odrzucenia, ale cóż. Do odważnych świat należy. Nie wiedząc jak zacząć długo myślałem nad wstępem. Nie wiedząc jak zareaguje wydusiłem z siebie:
-Droga Seleno, znamy się tak krótko, a ja już zdążyłem się w tobie zakochać. Cierpliwie czekałem jej odpowiedź, a gdy zorientowałem się, że jej nie dostanę zacząłem mówić dalej.
- Wiem, że to pytanie może wydać ci się dziwne, ale zadam ci je. Bynajmniej nie będę, żałował, że nie spróbowałem. A więc, chciałabyś zostać moją dziewczyną. Z jej oczu poleciały łzy. Miałem nadzieję, że to łzy szczęścia i się nie myliłem. Dziewczyna mruknęła, że tak. Byłem najszczęśliwszy na świecie.
- W tym momencie spełniło się jedno z moich marzeń. Pamiętaj! Gdy ktoś spyta cię czy marzenia się spełniają, odpowiedz, że tak.
- Dobrze kochanie, o ile będziesz ze mną.
- Oczywiście, że tak.
Dziewczyna złączyła nasze usta w tańcu. Lubiłem jak to robiła. W pewnej chwili uświadomiłem sobie, że moje życie to bajka. Pierwszy dzień w szkole a ja już mam dziewczynę. No i jaka to była dziewczyna? Nie byle jaka, ale ładna z klasą. Wtedy dotarły do mnie słowa Sel i pomyślałem, że miała rację. Marzenia faktycznie się spełniają. Byłem wniebowzięty. Czułem, że to ta jedyna, ta przy której chcę umierać, ta przy której chce przeżyć i pamiętać tylko dobre chwile. Nie znałem jeszcze dobrze jej charakteru, ale postanowiłem zaryzykować i powiedzieć jej o tym, bojąc się wyśmiania. Ale ona wykazała się dojrzałością i uśmiechnęła się do mnie po czym pocałowała w policzek. Wygodnie zasiadłem na kanapie. Selena wyszła do kuchni po popcorn i colę. Włączyła telewizor i wtuleni w siebie oglądaliśmy naprawdę straszny horror.
SELENA
Dobrze,że pozwoliłam Justinowi powiedzieć co czuje. Cieszę się,że się przede mną otworzył, ale z drugiej strony cieszę się, że nie muszę mu mówić o całym zajściu jeszcze w Nowym Yorku. Panicznie bałam się,że mnie o to spyta. Byłam taka szczęśliwa, że spytał mnie czy chcę być jego dziewczyną. W sumie to też chciałam mu zaproponować, abyśmy byli parą, ale wolałam poczekać. Wyprzedził mnie. Trudno. Kto pierwszy ten lepszy. Podobało mi się jak usadził się na kanapie. Moje oczy nie chciały się oderwać od jego widoku, ale poczułam głód i poszłam do kuchni po przekąski . Znalazłam tylko popcorn i colę. Gdy weszłam do salonu ujrzałam Justina szeroko uśmiechającego się nie wiem czy do mnie, czy do jedzenia, ale mimo to bardzo mi się to podobało. Włączyłam telewizor i pierwsze co zobaczyłam na ekranie to tytuł strasznego horroru. Stwierdziłam, że idealnie mi się trafiło. W trakcie strasznych scen będę miała okazje poprzytulać się z Justinem. Wiem jestem zła, ale zła z miłości, a może zła dla miłości. Zegar wybił północ, niestety ja już przysnęłam wtulona w Justina. Najwyraźniej chłopak musiał się nieźle nadźwigać w nocy, bo obudziłam się w swojej sypialni i ku mojemu zdziwieniu Jus leżał obok mnie. Przestraszyłam się i wybuchnęłam śmiechem. Bałam się jego reakcji na mój poranny wygląd. I nadal będąc w niepewności spytałam:
- Justin czy w nocy do czegoś doszło?
- Chciałbym ,ale nie. Spałaś tak słodko, a za razem tak mocno, że z trudem udało mi się Cię obudzić byśmy zdążyli do szkoły.
Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 7.38. Przeraziłam się na myśl, że już na początku szkoły zaczynam się spóźniać. Zerwałam się z łóżka jak oparzona. Justin śmiejąc się wykrztusił:
- Skarbie, nie pamiętasz? Mamy dziś na 10.00
- Ach, ulżyło mi.
- Posłuchaj mnie, jak pójdę do siebie ubiorę się i przygotuję nam śniadanie a ty w tym czasie się ubierzesz i przyjdziesz do mnie. Zjemy razem i pojedziemy do szkoły.
Podobał mi się ten plan. Przytaknęłam i odprowadziłam Biebera do drzwi. Wbiegłam po schodach na górę i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ciało namydliłam czekoladowym żelem do prysznic. Po czym spłukałam je ciepłą wodą i otarłam ręcznikiem. W szlafroku przeszłam do garderoby wybrałam swój ulubiony strój. Włożyłam go na siebie i zrobiłam lekki makijaż podkreślając przy tym oczy. Wysłałam SMS'a do Justina o treści: "Kochanie, jestem już gotowa. Czekam kiedy będziesz gotowy wpuścić mnie do domu. Buziaki. Selena." Momentalnie dostałam odpowiedź: "Ja też już jestem gotowy. Czekam!!!" To mnie zmotywowało i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Przekręciłam klucz dwa razy i opuściłam teren mego zamieszkania. Po dwóch minutach byłam pod drzwiami śpiewającego Justina.
- Hej, Skarbie! Ładnie śpiewasz.
Speszył się.
JUSTIN
Ukochana zasnęła w moich objęciach. Nie mogłem jej tak po prostu zostawić i wyjść. Musiałem coś zrobić. Postanowiłem, że przeniosę jej rozgrzane ciało do sypialni. Nie chcąc zostawiać jej samej w domu zasnąłem przy niej. Nie chciałem by się na mnie wkurzyła, ale postanowiłem być twardy jak skała a nawet bardziej.
Rano, gdy moja księżniczka się obudziła wyjawiłem jej mój pomysł o wspólnym śniadaniu. Była zachwycona. Wyszedłem o podążyłem w kierunku mego domu. Na nieszczęście po drodze ponownie spotkałem moją byłą. Tym razem rzuciła:
- Co wyruchałeś ją i uciekłeś?
Nie wytrzymałem i odpowiedziałem jej:
- Zamknij ryj szmato! Ja ją kocham! Nie zrobiłbym jej nic, dopóki nie wyraziłaby na to swojej zgody. Więc daruj sobie!
Urażona odeszła. Pobiegłem do swojego mieszkania i ubrałem się w pierwsze, lepsze znalezione ciuchy. Wyglądałem tak (jeszcze bez tatuaży). Wziąłem się do przygotowania śniadania. Sprawiało mi to przyjemność, w dodatku mogłem przy tym potańczyć i pośpiewać. Gdy doprawiałem potrawę dostałem SMS'a od Sel, że jest już gotowa, odpisałem, że ja też i nich wpada. Ustawiając talerze i sztućce na stole wciąż śpiewałem co musiała usłyszeć. Usłyszałem dzwonek. Podbiegłem do drzwi, nie chciałem pozwolić, by moje kochanie na mnie czekało. Poprawiłem włosy i otworzyłem drzwi. W drzwiach ukazała się ona, niesamowicie piękna, jak zawsze. Spytała czy może wejść. Uśmiechnąłem się łobuzersko i zaprosiłem ją do środka.
- Co tak pachnie?
- Nasze śniadanie, kochanie.
- Nie to,że cudnie śpiewa i tańczy to jeszcze rymuje.
- Skąd wiesz o tańcu? Podglądałaś? O ty diablico. Kocham Cie!
- Co? Ja cię nie podglądałam, tak tylko się domyślam. Też Cię kocham.
- Jak uważasz. Proszę, jedz póki ciepłe.
- Dziękuję. Co to takiego?
- Twoje ulubione danie wykonane przeze mnie.
- Skąd wiesz co lubię?
Uśmiechnąłem się i nic nie odpowiedziałem. Wzięła pierwszy kęs. Przełknęła po czym dodała:
- Jakie to pyszne. Jak to zrobiłeś? Przyznaj kto ci pomógł?
- Mi? Nikt. Stary rodzinny przepis.
Gdy skończyła swoją porcję wziąłem jej talerz i udaliśmy się do wyjścia. Wsiedliśmy do mego pojazdu. Wyjechaliśmy z mojej posesji. W drodze minęliśmy Tima, nie chciałem denerwować Sel wie milczałem. Nasza historia dopiero się rozkręca.
KOMENTUJCIE! OBSERWUJCIE MNIE NA TT
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz